2012/04/10

Asymilacja kulturowa

Temat obszerny jak Szwecja długa i szeroka :)

Kto nie spróbował ten nie wie, jak przeprowadzka do innego kraju może zmienić punkt widzenia na wiele spraw, które dla jednych wydają się normalne, a dla innych wprost z kosmosu. 

Nie wiem jak w innych krajach świata, ale tu w Szwecji, całokształt otoczenia uczy szeroko rozumianej tolerancji. Jakkolwiek wytłumaczyć to pojęcie - odda ono wszystko co mam na myśli. 
Otóż...wydawać by się mogło, że jako obywatelka państwa (bądź co bądź) cywilizowanego, jestem nauczona wyrozumiałości oraz tolerancyjna dla wszystkich napotkanych mi ludzi i "zjawisk" z nimi związanych. Jednak to czego doświadczyłam w Polsce (mieszkając w dużym mieście) to kropla w morzu różnorodności, która kapie na mnie każdego dnia i skłania do refleksji.
Jako, że to ja jestem nowa w tym miejscu, uważam, iż do mojego obowiązku należy dostosowanie się do panujących tu norm i zasad. Dla mnie nie jest to trudne, a raczej przyjemne - być może z racji mojego wieku, ale jestem w stanie zrozumieć niemożność przełknięcia różnych aspektów kulturowych przez starsze pokolenie :)

Takowych aspektów jest wiele - poprzez wychowanie dzieci, stosunek partnerów na poziomie relacji mąż - żona, życie starych ludzi, aż w końcu zróżnicowanie kulturowe, które to nawet nie nam przyjezdnym trudno ogarnąć, lecz właśnie rodowitym obywatelom tego państwa.  
Prawdę powiedziawszy podziwiam ich za tak daleko idącą wyrozumiałość w stosunku do imigrantów, a wiem co mówię bo doświadczam tego bardzo często...

Rozpisałam się znów tak bardzo, że w trakcie pisania postanowiłam zakończyć dzisiaj na tym długimmm wstępie i pozostawić każdy temat, o którym chciałabym Wam opowiedzieć na raz/y następny/e.
Jest co opowiadać...gwarantuję!

Tymczasem sięgam po książkę na dziś, którą serdecznie polecam ;) A może ktoś z Was już ją czytał?




 Do następnego!

2012/02/22

SFI

SVENSKA FÖR INVANDRARE!

Czy ktokolwiek z Was pomyślał kiedyś o tym, że szkoła może być spełnieniem niemożliwego?
Otóż... ja Wam mówię, iż SFI - niczym wehikuł czasu przeniesie nawet stulatka w czasy przedszkolne. Ba! Ośmielę się powiedzieć, że przeniesie go nawet w czasy niemowlęctwa, kiedy to uczył się mówić i rozumieć w swoim języku...żaden to żart, a najszczersza prawda :)

Mini "cykl" o "magicznej" szkole zacznę od... początku (a niech i będzie tak nietypowo, choć część informacji zawarłam już we wcześniejszym poście).

SFI (Svenska för invandrare) to szkoła językowa przeznaczona dla osób dorosłych i zasadniczo jest ona bezpłatna. Każda osoba, która chce podjąć naukę, powinna w miejscu swojego zamieszkania odnaleźć przysługującą jej "jednostkę" i dokonać swojego zgłoszenia. Pamiętajcie, iż potrzebny do tego celu jest personnummer, a szkoła może znajdować się w innym mieście niż mieszkacie (ale w rozsądnej odległości).
Kiedy wypełnicie blankiety potrzebne do rejestracji (dostępne na miejscu) musicie spokojnie poczekać na swoją kolej. W moim przypadku trwało to 2 miesiące (jednakże poinformowano mnie, iż czas oczekiwania na przyjęcie to max. 3 miesiące). Wszystko zależy od ilości uczniów w określonym czasie (w mojej szkole jest aktualnie ok. 100 osób, mówiących w ok. 29 różnych językach). 

Cała edukacja w SFI składa się z 4 kursów A,B,C,D oraz trzech poziomów 1,2,3 - co w praktyce wygląda tak, iż istnieje poziom 1 z grupą A i B, poziom 2 z grupą B i C oraz poziom 3 z grupą C i D. 
Wszystkie te 4 poziomy poprzedza kurs przygotowawczy (wywiad), który teoretycznie trwa 5 tygodni (praktycznie mój trwał 2 dni). Ma on na celu zweryfikowanie poziomu uczniów i rozdzielenie ich do konkretnych grup. Istnieje możliwość, iż kandydat (z marszu) dostaje się na ostatni poziom kształcenia, a dzieje się tak dlatego, iż szkoła ta nie posiada jasno określonych ram czasowych. 
Niewątpliwie jest to ogromny plus tej instytucji, która w ten sposób daje nam możliwość pobierania nauki tak długo jak tego potrzebujemy.
Zajęcia trwają od 8:30 do 14:30 (z godzinną przerwą na lunch) od poniedziałku do piątku i są prowadzone przez obywateli tego państwa :)
Każdy kurs i etap wieńczy test, który jest przepustką do kontynuacji edukacji.

Jeżeli ktokolwiek dotarł do tego momentu to bardzo dziękuję, pozdrawiam i mam nadzieję, że te suche informacje wyczerpałam powyżej, a kolejne będą sporą dawką humoru związaną z moimi doświadczeniami w szkole. 

Pamiętajcie proszę, iż wszystkie informacje są jedynie skrótem (który chętnie rozwinę w miarę Waszych potrzeb i pytań) oraz moim prywatnym doświadczeniem (a w związku z tym, być może będzie mała rozbieżność w godzinach, datach i czasie w przypadku weryfikacji informacji osoby zamieszkującej inne tereny niż ja:)). 


2012/02/21

Fettisdagen - tłusty dzień

Dzisiejszy dzień to raj dla łasuchów (którym niewątpliwie jestem - każdy kto mnie zna pokiwa wymownie głową) bowiem w Szwecji obchodzimy dzisiaj "fettisdagen" - czyli tłusty dzień (ostatni dzień karnawału).
Odpowiednik naszego "tłustego czwartku", który już za nami. 
Jako, że pączka nie zjadłam żadnego, dzisiaj mogę poszaleć z rozgrzeszeniem...:)



Jemy nie tylko naleśniki "pannkakor", ale także "semla" - czyli ciastko z masą marcepanową i dużą ilością bitej śmietany...bajka!

Może ktoś jadł już coś podobnego, albo umie przygotować własnoręcznie?


2012/02/15

Zimowy spacer

Hi! :)

Kiedy rozmawiam ze znajomymi, przyjaciółmi czy rodziną, często proszą mnie, abym przybliżyła im miejsce, w którym aktualnie się znajduję. Ciężko jest dokonać tego precyzyjnie tylko za pomocą przekazu słownego, bowiem każda jedna osoba wyobrazi sobie to na swój własny sposób - często niemający nic wspólnego z prawdą!
Dlatego też, załączam zdjęcia, które ukazują mały wycinek olbrzymiej Szwecji :)









Do następnego!

2012/01/21

SACHAJUAN - szampony do włosów

Hej, 

podejrzewam, iż dzisiejsza notka znajdzie odbiorców wśród żeńskiej części publiczności, a to za sprawą tematu przewodniego - szamponów do włosów. 



Chciałabym Wam zaprezentować szampony szwedzkiej marki SACHAJUAN, która uchodzi za firmę produkującą produkty profesjonalne do włosów. Są one dostępne w każdej lepszej drogerii (w Szwecji), a ich cena waha się w zależności od rodzaju szamponu, bądź odżywki, ale nie schodzi poniżej 100 kr (48 zł).
Bogata oferta produktów przyciąga uwagę, niewątpliwie poprzez oryginalny design opakowań, które już na pierwszy rzut oka wyglądają na ekskluzywne. 
Nie ukrywam, że moje zainteresowanie tymi produktami spowodowane było właśnie powyżej opisanym faktem, kiedy moje oczy spośród dziesiątek szamponów dostępnych na sklepowych półkach, rozbłysnęły niczym lampa błyskowa w aparacie na ich widok :) Sprawiają one bowiem wrażenie, produktów aptecznych, a co za tym idzie skutecznych - przynajmniej większość z nas, pewnie dosięga ten złudny stereotyp. Jednak, wiadomo jak to z życiu bywa ... nie wszystko złoto co się świeci :)

Posiadam dwa szampony SACHAJUAN, którymi hojnie obdarowałam również swoich bliskich, nie sprawdzając ich wcześniej w zastosowaniu!

Pierwszym z nich jest szampon SACHAJUAN - VOLUME SHAMPOO (250ml)

Z tym okazem wiąże się niestety mało przyjemna historia, albowiem po jego zastosowaniu włosy przez długi czas (praktycznie do następnego mycia) pachną/śmierdzą (jak kto woli) męskimi (niekoniecznie młodzieżowymi) perfumami :p (!!) o czym miałam okazję się przekonać podczas robienia zakupów w centrum handlowym, gdzie nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż jestem prześladowana przez jakiegoś staruszka, który nie szczędził sobie w tym dniu wody kolońskiej! W samochodzie "tajemniczy wielbiciel" został zdemaskowany na mojej GŁOWIE ;)
Mimo, iż jestem daleka od stwierdzeń kategorycznych (bo wiadomym jest, iż każda z nas ma różne włosy), to szampon się u mnie nie sprawdza. Nie dodaje objętości, nie podnosi włosów, ale obciąża je i przyklapuje. Moje włosy, które są cienkie, półdługie oraz rozjaśniane wraz z tym produktem wyglądają na nieświeże, a mało tego są poplątane w takim stopniu, że nie mogę wbić w nie grzebienia, co niekoniecznie mi się podoba - rzecz jasna :) Cena tego produktu to 105 kr (ok. 48 zł) - moim skromnym zdaniem, w podobnej cenie można kupić coś lepszego.

Drugim szamponem w mojej kolekcji jest SACHAJUAN - INTENSIVE REPAIR SHAMPOO (250ml)


Czy intensywnie reperuje włosy? Nie chciałabym aż tak daleko puszczać wodzy fantazji...ale jest na pewno dużo lepszy od poprzednika. Przede wszystkim ma bardzo ładny zapach, który nie jest jednocześnie zapachem nachalnym, nie czujemy go przy każdym kiwnięciu głowę (co działo się w przypadku powyżej prezentowanego szamponu). Włosy są widocznie wygładzone, lecz nie przeciążone! Ich dobry wygląd zewnętrzny zawdzięczamy pewnie bogatemu (nienaturalnemu) składowi, który obfituje w "magiczny" SLS i skutecznie wynagradza brak odżywki, której moje włosy potrzebują w ilościach niewyobrażalnie ogromnych. Cena szamponu to 120 kr (ok. 57 zł) - co raczej nie zalicza się do jego plusów :)

Zarówno do jednego jak i drugiego szamponu można dokupić odżywki o tej samej pojemności, ale wyższej cenie. Niestety nie miałam okazji ich testować i nie kupię ich w ciemno, poczekam na wasze opinie :)
Czy miałyście okazję używać produktów tej firmy? Jeżeli tak, to chętnie przeczytam opinie i wskazówki.



Pozdrawiam gorąco z zaśnieżonej krainy :)

Dzisiejsze popołudnie - o zgrozo!! ;)